Treking był bardzo przyjemny, choć także bardzo powolny. Usilnie starano się nas nie przemęczyć i tak:
- 1. dnia 9 km i 250 m w górę (11.5 got), dopchnięte spacerem do świątyni (razem 11.5 km i 470 m w górę czyli 16.2 got) z Lukli do Zamphuti (2850-2700 m, -150 m)
- 2. dnia 9 km i 950 m w górę (18.5 got) z Zamphuti do Namche Bazaar (2700-3400 m, +700 m)
- 3. dnia 10 km i 600 w górę (16 got) - runda aklimatyzacyjna dokoła Namche przez Khumjung i Khunde (3400-3850-3400 m, 0 m)
- 4. dnia 6 km i 900 m w górę (14 got) - wyjście na przełęcz nad Khunde (mój nowy rekord wysokości) i zejście do Khunde (3400-4350-3850 m,+450 m)
Odliczając liczne postoje na herbatkę, którą wlewano w nas hektolitrami, były to tylko 2-3 godziny w ruchu dziennie. Przy czym w czasie trekingu to nie taki wielki problem, bo zawsze znajdzie się bar czy jakieś ciepłe miejsce, żeby sobie usiąść i poczytać.
Od początku sprawiałem problemy, bo na tych wysokościach i przy takiej różnicy obciążenia (ja 12 kg, pomocnik przewodnika, który się nami opiekował jakieś 22 kg, przy czym ja ważę 95, a on 55 kg) błyskawicznie gubiłem naszego przewodnika. Z jednej strony obawiano się, że się zgubię, co jest jedna jest trudne, bo ścieżka do Namche jest cała jedna, a z drugiej, że się wykończę (wolne żarty). Żeby zaradzić problemowi moich ucieczek drugiego dnia pożyczono przewodnika od innej grupy i przydzielono mi jako mojego indywidualnego opiekuna, Bardzo mi się podobało to rozwiązanie, bo gość, pod opiekę którego zostałem powierzony, miał luźniejsze podejście i nie próbował mnie namówić do zmniejszenia tempa, przeczekiwania karawan osiołków będąc przytulonym do skały, itp., itd., a do tego dobrze gadał po angielsku, więc można było z nim prowadzić normalny small talk. Ogólnie odnosiliśmy wrażenie, że założenie jest takie, że klient-turysta nie ma żadnego przygotowania fizycznego ani żadnej wiedzy o górach. Szczęśliwie po jakichś dwóch dniach udało nam się przekonać naszych przewodników, że jesteśmy z ulepieni z nieco innej gliny, a trzeciego dnia nawet do zamiany plecaków z naszym pomocnikiem przewodnika, co zresztą też zrobiło robotę - na 3500 przy zbliżonym stosunku masy plecaka do masy tragarza problem mojego zbyt dużego tempa rozwiązał się sam.
Po powrocie z części kempingowej spędziliśmy jedną noc w Khunde, a potem jeszcze jedną w Monjo, bo musieliśmy jakoś strawić rezerwowy dzień na brzydką pogodę, z którego nie musieliśmy korzystać, ale spokojnie dałoby radę machnąć to w jeden dzień.
- Khunde - Monjo 8 km i 150 m podejść (9.5 got)
- Monjo - Lukla 13.5 km i 450 m w górę (17 got)