Z grudniowej wizyty w Barcelonie zdjęcia chciało mi się robić tylko w Monserrat - takiej ichniejszej Jasnej Górze.
Odnaleziono tu figurkę matki boskiej, którą wyrzeźbił któryś z apostołów (nie pamiętam który), inny przywiózł do Hiszpanii, a potem zaginęła przy którymś najeździe Arabów i cudownie odnalazła się kilkaset lat później w Monserrat właśnie.
Szczerze mówiąc sama figurka jest paskudna.
Jak wszędzie w Katalonii pod górkę wieżdża się kolejką
Kolejkę wybudowali już 90 lat temu
A na górze wita...
...czyli klasztor w skale po hiszpańsku.
Co ciekawe wszystkie pocztówki kadrowane są tak, że tych akurat elementów architektury na nich nie widać
Fasada sanktuarium
:)
Napawania się tym, jak Hiszpanie potrafią zepsuć krajobraz ciąg dalszy
A to jest Jezus Chrystus, który musiał ustąpić miejsca drodze wspinaczkowej (kiedyś wisiał bardziej po prawej, teraz można tam dojrzeć spity - droga idzie trawersem z prawej do zacięcia i zacięciem do góry)
Budynki klasztoru
I jeszcze raz na koniec napawanie się brzydotą :)