Dla tych, co nie wiedzą: od 4 do 22 lipca włóczyliśmy się po Świdowcu, Gorganach i Czarnochorze wesołą ekipą w składzie:

- Zuzia, IS UW - łatwo identyfikowalna jako jedyna przedstawicielka płci pięknej (jak ona się tu znalazła?), poza tym nasza specjalistka językowa;

- Michał, MiNI PW - taki duży, z siekierą, piłą i garnkiem, hobby: ścinka lasu i gotowanie;

- Mateusz (niżej także jako Brat), Elka PW - organizaotor/koordynator, wiecznie narzekający na swojego brata;

- Czoper, Filozofia UKSW - wbrew pozorom niezbyt metafizyczny, za to zawsze gotów rzucić nie zawsze przyzwoitym dowcipem;

- Wołek, Biologia UW - gitarzysta (lokalnie niestety bez gitary) i zapiewajła w co najmniej trzech językach, obiekt pożądania płci pięknej i nie tylko;

- ja, IS UW (a tak na marginesie trzej ostatni na tej liscie mają na imie Tomek) - najczęściej uciszany i strofowany uczestnik, a poza tym opiekun elektroniki;
drobna przekąska w Przemyślu
ostatnie pożegnanie Czopera
oddział gotowy do przeszturmowania pociągu (a Brat wymienia bilety)
gdybym nie oszczędzał baterii i użył lampy, to zdjęcie wyglądało by lepiej
jak widać chlopcom bardzo podoba się płackarta (po raz pierwszy podróżują w ten sposób)
Zuzia zbiera siły na dalszą część wycieczki
ABC Market w Sołotwinie - nasze pierwsze źródło zaopatrzenia
po drobnych perypetiach znaleźliśmy transport do Kobylieckiej Polany (~500 m n.p.m.), teraz czeka nas ta gorsza część dnia - łojenie
drapiemy się przez las
nasz pierwszy biwak (Pleszka, 1213), Michał oczywiście już biegnie z drzewem do ogniska
a teraz coś ugotujemy (bełta turystycznego, rzecz jasna!)
dwa wspaniałe namioty Marabut
o ile poprzedniego dnia było upalnie, to dziś pogoda się popsuła
my, konie i połonin
pierwsza z wielu okazji, by stanąć z koniem twarzą w twarz
dzielna ekipa, jako że nie było o tym wcześniej ni słowa, od lewej stoją: Michał, Zuzia, Czoper, Mateusz i Wołek
deszcz, nie deszcz, iść trzeba (chociaż my akurat stoimy do zdjęcia)
malowniczo położone konie
a tu trochę więcej gór (widok na wschód gdzieś z okolic Opacza)
tankujemy źródło życia
stwierdziliśmy, że dalej nie dojdziemy i, całkiem przemoknięci, bijemy się tu, gdzie jesteśmy (Pleska Ungurska, 1391) ...ale to nie znaczy, że Michał nie rozpali ogniska
wielkie suszenie (straty - przysmażona jedna cholewka od buta, mojego, oczywiście)
jak widać, trochę dziś przemokliśmy
konie w wieczornej mgle
konie w wieczornej mgle
Wołek ma podejście do zwierząt (przez żołądek do serca)
Czoper i jego wierny rumak
ja tego konia nie głaszczę, ja go odciągam od namiotu
koń jest, jak widać, zwierzęciem wszystkożernym
na wąskiej ścieżce Michała prawie nie widać, a Czopera wcale (trawers szczytu 1604 w drodze na Ungariaskę)
a stamtąd weźmiemy wodę (po biwaku w miejscu bez strumyczka)
cała ekipa w ładnym strumyczku
dzicz, nie dicz, o higienę dbać trzeba
stamtąd przyszliśmy (widok gdzieś spod Ungariaski na południe)
a to już główny grzbiet Świdowca
centralna część grzbietu Świdowca; zdjęcie robione na wschód od Ungariaski; bliżej po lewej Trojaska
mniej więcej to samo z ludźmi
mniej więcej to samo bez ludzi (Świdowiec pomiędzy Ungariaską a Trojaską)
Tataruka, po prawej w kadr wchodzi kawałek Trojaski
dolinka na pn-zach od Trojaski
Świdowiec od strony północnej, po prawej tuż pod chmurą chyba Ungariaska, poza kadrem po lewej Trojaska
idziemy szybko, bo gonią nas chmury
grupa Polaków spotkana na Tataruce (1700)
a to już biwak na przeł. Okole (1193), gdzie natknęliśmy się na grupę rajdowców terenowych z Polski, rzecz jasna
niektórzy ruszyli do Cziornej Tisy po żarcie, a inni robią pranie
Michał, Wołek i Zuzia przy węgierskim pomniku, którego nie byliśmy w stanie odczytać
gdyby ktoś nie był w stanie odczytać: Tut pocziatok riki Tisi
wkraczamy na Połoninę Czar
męska część wycieczki na skałce w okolicach Bratkiwskiej (1788)
skok Janosika - Wołek wykonuje go z gracją
nasi nie-ulubieni Polacy (nie pożyczyli gitary, w ogóle nie byli kontaktowi, a na Ruszczynie jeszcze bądą wyganiać nas z ogniska)
skok Janosika - Mateusz preferuje technikę na churaaa....
Czoper, jak widać, miał plecak odrzuto
Michał w fazie rozpędzania.
...i już w powietrz
ja tam po prostu chodzę sobie w powietrzu, tylko po co z rękami w górze
Zuzię wyraźnie cieszy ta, no... powiedzmy nieprzyjemna kosówka na Durnej
chociaż znaleźliśmy pozostałości jakiejś cahłupki, miny wyraźnie nietęgie
Byczymy się na Durnej
z przykrością odnotowujemy, że skłonienie Zuzi do pozowania na tym zdjęciu wymagało przejścia od słów do (ręko)czynów
co to jest Czoper dla Michała... on jest przecież lżejszy niż plecak Michała
chcieliśmy dojść na Przełęcz Legionów, ale trochę spudłowaliśmy... za to udało nam się natrafić na taki oto domek mysliwski (popadający w ruinę)
poruszona bukowina
dużo przyjemniejszy od samego domku wydał nam się strych obórki (na szczęście lokalnie bez inwentarza)
schodząc do Łopuchiwa spotkaliśmy grupę z Kaliningradu
dolina Turbatu
a coś takiego można spotkać tuż przy skrzyżowaniu na wschód od Łopuchiwa - żeby było śmieszniej - produkcji japońskiej
bohaterska brygada proletariuszy rusza do walki na front planu 6-cio letniego
po zakupach w Łopuchiwie: Zuzia się uśmiecha (bo właśnie sięga po ciasteczka), ja się krzywię (bo je jem... tylko żartowałem, na prawdę były smaczne)
ten to się dopiera napchał ciasteczek
Michał próbuje doprowadzić swoje biedne stopy do stanu używalności
w dolinie Płajski, w drodze pod Sywulę
wracamy z rekonesansu, ale i tak skończy się to krzolowaniem&jarcowaniem
Brat z rozwianą na wietrze mapą forsuje strumień na pełnej prędkości
Połonina Ruszczyna (~1450) pod Sywulą - obozowisko nasze i wspomnianych już nie-ulubionych Polaków
Zuzia gramoli się do namiotu
nasze trzy wspaniałe namioty wytrzymały porwisty wiatr, co więcej udało nam się rozpaliś ognisko
zwijamy się z Ruszczyny
panie kierowniku, a Wołek to jeszcze nie zwinął namiotu
nasza grupa na tle Sywuli (1836)
żebym to ja pamietał, co tu było robione... widok na wschód gdzieś w drodze na Tawpiszyt
po rumowisku skalnym drapiemy się na szczyt 1455 w paśmie Tawpiszyru
te kamienie są ważne, gdyby ich tu nie było, musielibyśmy przedzierać się przez kosówkę
kiedy sobie spod niej poszliśmy, Sywula raczyła nawet wyłonić się zza chmur
jedno trzeba powiedzieć, kijki, fajna rzecz
chmury nad Przełęczą Legionów
zaraz będzie obiad, więc wszyscy są w doskonałych nastrojach
panorama na zachód i południe z Przełęczy Legionów: w centrum Uria (1447), na lewo od niej w oddali szczyty Połoniny Czarnej - Durna i
uznaliśmy, że patriotyczny obowiązek wymaga zdjęcia pod Krzyżem Legionów
Wołek tonie w błocku
Czoper jest twardy i chodzi w japonkach
tak... wbrew pozorom nawet my czasem się myjemy (a Czoper to nawet coś pierze)
proszę zwrócić uwagę na ciekawą technikę mycia głowy przez brata
no ale jak ma się do dyspozycji basen z przeciwprądem.
to zdjęcie dedykujemy wszystkim amatorom golizny
Wołek nie mógł być gorszy od Brata
Zuzia spełnia swoje najskrytsze marzenie - umyć włosy
nie wiem, co chciał uchwycić autor tego zdjęcia, Czopera, czy to muskularne ramię
supertajne zdjęcie - nawet Michał dał się nakłonić do kąpieli
malowniczy przełom strumienia pomiędzy Łopuchiwem a Ust-Cziorną
a tuż obok stoją resztki bunkra
Czoper - zdobywca (niestety, nieco poruszony)
stałe punkty ufortyfikowane, co to dla nas?
przełom w innym ujęciu
malowniczy busik pod turbazą w Ust-Cziornej
turbaza w Ust-Cziornej - takie bunkry też się zdarzają
widok na Łopuchiw ze Stohów
wypoczywamy na Stohach, należy nam się, od rana zrobiliśmy już ponad 700 m przewyższenia
pojawia się nasz sześcionożny przewodnik
to przed nami to chyba Tempa (1639) i, co gorsza, trzeba się będzie na nią wdrapać
gdzieś tam jest Rumunia..
leżymy po wdrapaniu się na Tempę
panorama na zachód z Tempy: po lewej grzbiet schodzący do miejscowości Krasna, po prawej nasz grzbiet schodzący do Ust-Cziornej
Wołek i Czoper w pozycji wypoczynkowej
jak się nie mylę, jest to widok na najwyższy szczyt Świdowca - Bliźnicę (1881) po prawej od niej Mała Bliźnica
i widok trochę bardziej na północ
Michał oczarowany urokiem krajobrazu
dzień bez chmury jest dniem straconym... bez koni z resztą też
czasem słońce, czasem deszcz, czyli malownczo przewalające się wokół Świdowca chmurki (okolice Ungariaski)
chmury pode mną, chmury nade mną.
było całkiem malowniczo, ale nie całkiem przyjemnie
jezioro pod Todiaską (1761, po prawej stronie), a my na zakończenie dnia (idziemy dziś z Ust-Cziornej) mamy jeszcze 200 m zejścia po stromiźnie
z tego samego miejsca widok na wsch-pd, pierwszy po lewej Stih (1707), po prawej w chmurach majaczy Bliźnica
malowniczy widok z namiotu na jeziorko (pełne pijawek)
ci po prawej to Czesi, z którymi przyjdzie nam zawrzeć bliższą znajomość
Grzbiet Apsziniec, zamykajcy od północy naszą dolinkę
widok na ładnie naświetlony wschodni grzbiet Todiaski
a co najważniejsze, Czesi mieli ze sobą gitarę, co pozwoliło urządzić wspólne śpiewanie
krajobraz turystyczny: puste butelki - zgoda, ale skąd silniki lotnicze?
pamiętacie tą wesołą ciężarówkę spod turbazy w Ust-Cziornej? jak się okazuje dojeżdża i pod Todiaskę (z turystami i super-agentem z Hornej Służby)
widok na jeziorko od strony pd-wsch.
i zbliżenie na nasze, doskonale się maskujące, obozowisko
Wołek jest biologiem... no i w końcu poczuł zew natury
sekcja pijawki
co na to obrońcy praw zwierząt?
z kolekcji: Najwyższe szczyty Karpat Ukraińskich w chmurach: Bliźnica
podchodzimy pod Bliźnicę
przed nami chmury... ale za nami całkiem ładnie
północne podejście na Bliźnicę
zdobywcy najwyższego szczytu Świdowca
a tu nawet usadziliśmy Zuzię (choć znów sama perswazja nie okazła się dostateczna)
widok z okolic Bliźnicy gdzieś na wschód
jeszcze nie jesteśmy w chmurze... jeszcze..
to wysoce artystyczne zdjęcie robił Czoper
jak widać po dwóch tygodniach w górach trudno nie dostać głupawki
jak widać po dwóch tygodniach w górach trudno nie dostać głupawki
a ja, niestety, wyszedłem całkiem normalnie.
kwiatek gdzieś na Połoninie Striemczeskiej
a ti już Kwas
z kolekcji: Najwyższe szczyty Karpat Ukraińskich w chmurach - Pietros
dzielna grupa turystów zdąża na spotkanie obiadu
ostatni prawdziwy Hucuł - właśnie rozpoczyna drogę do domu - pod eskortą żony
ruiny w Kwasach - niedkończona Turbaza, albo i coś innego przy wyjściu w kierunku na Pietros
szczyty na pd od Kwasów z perspektywy naszego obozowiska
ruiny schroniska akademickiego
ruiny schroniska akademickiego
a to już Pietros i to nawet bez chmur
milka na Połoninie Lienczulieskiej
Howerla (2061) - najwyższy szczyt Ukrainy i Beskidów w ogóle - w sumie, dużo ładniejszy na odległość, niż z bliska
euforia po zdobyciu Pietrosa z Howerlą w tle
spaleni słońcem, porwani wiatrem
mroczny przedmiot pożądania
Pietros od strony wschodniej
zdobywszy Howerlę wycieczka uznała, że najładnie będzie sfotografowac się na tle chmur
...bo na szczycie można spotkać takie rzeczy i jeszcze sporo innych
walcząc z potwornym wiatrem wspinamy się na Breskuł
Howerla, chyba z Pożiżewskiej
a przed nami jeszcze drogi szmat... (też na Pażiżewskiej)
Zuzia i Brat w trawersie na Turkule (1933)
Jezioro Niesamowite z Turkułu
Jezioro Niesamowite w trochę szerszej perspektywie
ciemno wszędzie..
joł ziom!, blant, podwórko i co tam jeszcze
w górskich rumowiskach czają się wyjątkowo wredne chochlik
...nie dajcie się zwieść jego sympatycznej minie
całe jezioro nie zmieściło się w kadrze, więc trzeba się zadowlić tym
ten namiot stoi na 11 odciągach - ale stoi stabilnie (a wieje jak cholera), przy tym, ponieważ Czesi uznali, że dla nich wieje za bardzo, więc pomimo utrwalonego powyżej wysiłku inżynieryjnego przenieśliśmy się za nimi w trochę bardziej spokojne miejsce
Rebra (2001) z okolic Jeziora Niesamowitego, ale głowy nie dam
Czoper i Czeszki
odpoczynek (i źródło wody) po Brebenskułem
a gdzieś tam jest Pop Iwan
w hołdzie nosicielom gitary
Brat mi się schował za Zuzię
ciekawe połączenie (czyli kogo można spotkać) - adidasy, ubiór dres przeplatany z moro, do tego arafatki i... kamera cyfrowa
to co tygrysy lubią najbardziej - oglądanie chmur od środka
mroczne ruiny obserwatorium na Pop Iwanie (2020)
dociera Wołek..
...ze mgły wyłania się też Czoper
...są też Brat i Zuzia
Wołek w krajobrazie postcywilizacyjnym
eksploracja ruin przez ekipę czeską
zdobywcy fortecy
poza tym, że po lewej stoi Brat, to nie za bardzo wiem, kto jest na tym zdjęciu
Michał w ruinach wieży (wieża, niestety, wybrakowana - nie było księżniczki)
choć wydawało by się, ża na tym zdjęcia nikogo nie ma, a jednak, ja jestem
data 2005:07:20 16:09:27
Martin
mały quazi-bouldering w wykonaniu Wołka
Czoper właśnie łapie ostatni chwyt
wśród Czechów ściany cieszyły się dużo mniejszym powodzeniem
z kolekcji: Najwyższe szczyty Karpat Ukraińskich w chmurach - Pop Iwan
pasmo Czarnochory z przełęczy na zachód od Waskułu - widać, że pogoda nam dopisała (no, ale przynajmniej nie pada)
efekty swietlne na pd-zach.
efekty swietlne na pd-zach.
znów góry w chmura
próby sfotografowania źrebaka.
...zakończyły się połowicznym sukcesem
Pop Iwan - na chwilę nawet bez chmur
wołek idzie, ja stoję [przejawia się brak inwencji u robiącego podpisy]
za nami, z połączenia strumieni Balzatuł i Stohowiec powstaje Biała Cisa, która połączywszy się w Rachiwie z Czarną Cisą (u jej źródeł już byliśmy),
ach ta prędkość
rozpieramy się w lokalnym środku transportu
Towarzysze! Pomożecie?
inny wymiar pomnika w centrum Rachiwa
most na Cisie - tego typu konstrukcji jest w okolicach Rachiwa całe mnóstwo