Monte Rosa miała być corocznym wypadem w góry z Tomkiem, ale wypadek z wyrostkiem wyłączył go z wyprawy. Jako trzeci na linie zastąpił go Andriy. Z różnych powodów wycieczka wyszła raczej mało ambitnie (poza moim wejściem na Corno Nero nie wyszliśmy poza PD+, w szczególności zaś nie strawersowaliśmy Liskamma, mimo świetnych warunków, ani nie weszliśmy na Dufourspitze wschodnią granią), ale co tydzień na lodowcu, to tydzień na lodowcu. Mimo tego udało mi się zaliczyć 6 (reszcie wycieczki 4) czterotysięczników, bo co Monte Rosa to Monte Rosa i nigdzie indziej nie ma tak dużo tak łatwych szczytów blisko siebie. Jest to niestety okupione tłumami turystów idącymi ze schronisk Gnifetti, Mantova i Monte Rosa, no ale nie ma nic za darmo. Na zachód (Liskamm i schronisko Quintino Sella au Félik) sytuacja wygląda dużo lepiej i atmosfera jest już wysokoalpejska.