Pierwszego dnia ruszyliśmy późno (6:15), a do tego Radek źle się czuł (chyba poprzedniego wieczora nieco przesadził z dokładkami na obiadokolacji), więc szło nam opornie. Ale co Monte Rosa, to Monte Rosa - nawet w takich warunkach wpadły trzy czterotysięczniki: Ludwigshöhe (F), Corno Nero (AD-) i Balmenhorn (F).
Jak się okazało Corno Nero okazało się najtrudniejszym technicznie szczytem wycieczki.