Aby nie ciągać mnie po sklepach Zuzia wynalazła w internecie panów, u których można sobie zamówić obrączki, a potem na żywo uczestniczyć w ich powstawaniu oraz spróbować wykonać sobie analogiczne, ale w srebrze (które jest po pierwsze łatwiejsze w obróbce niż złoto, a po drugie bez porównania tańsze, więc nie szkoda je oddać w niewprawne ręce)
Najpierw surowiec trzeba stopić i odlać w bryłkę.
Następnie bryłkę walcuje się w drut do odpowiedniej wysokości i szerokości
Co jakiś czas drut trzeba zrelaksować (przez podgrzanie), inaczej zaczyna się kruszyć i pękąć
Po walcowaniu drut nawija się w spiralę i rozcina
Aby potem zlutować obrączki, co jest najtrudniejszym etapem całej operacji.
Kluczowe jest wyczucie momentu, kiedy obrączka jest już na tyle gorąca, że stopi się lut, ale jeszcze nie na tyle, by stopiła się sama.
Następnie trzeba mechanicznie usunąć warstwę tlenków
powstałych na powierzchni podczas lutowania - są matowe, nietrwałe i przy polerowaniu powodują smugi.
Na tym etapie można też dochetać kształty, których nie udało się uzyskać podczas walcowania.
A na koniec szlifowanie.
To już produkcja pana jubilera.
Szukanie uśmiechu Zuzi...